Latające śledzie / Artur Gębka / Piotr Nowacki

Muszę przyznać, że do tej pory nie przypuszczałam, że lektura przeznaczona dla osób w przedziale wiekowym 8–12 lat może okazać się dla mnie tak wciągająca. Mowa jest o Latających śledziach – książce autorstwa Artura Gębki, ilustrowanej przez Piotra Nowackiego, wydanej przez Wydawnictwo Widnokrąg.

Fabuła powieści koncentruje się na przygodach dwójki rodzeństwa – Iwo i Amelii – która przyjeżdża w odwiedziny do wujka mieszkającego w Gdyni. Dzieci szybko odkrywają, że w dotąd nieznanym im mieście dzieją się przedziwne rzeczy stojące w sprzeczności z prawami natury – na gdyńskich ulicach można dostrzec ławice latających śledzi, usłyszeć rozmowy kaczek i natknąć się na dziki rozmiarami przewyższające przeciętny samochód.

Historia opowiedziana jest z perspektywy 9-letniego Iwo, który od pewnego czasu mierzy się z przykrym, dla młodszego rodzeństwa często dobrze znanym doświadczeniem: jego starsza siostra, wchodząca powoli w okres dorastania, coraz bardziej się od niego oddala. Kiedy więc dzieci docierają do domu wujka, a chłopiec zaczyna podejrzewać, że w gdyńskim powietrzu wisi coś dziwnego (np. nieprzestrzegający praw grawitacji śledź), na początku musi się liczyć z brakiem wsparcia ze strony Amelii. Na całe szczęście, kiedy siostra dołącza do śledztwa dotyczącego zwariowanych gdyńskich zjawisk, ich relacja znów się odbudowuje.

Przywiązanie do głównych postaci przychodzi zaskakująco łatwo. Iwo jest sympatyczny, wrażliwy i odrobinę strachliwy. Mimo to, kiedy musi wypełnić swoją misję i wziąć udział w ratowaniu miasta, szybko przechodzi do działania. Z kolei Amelia to bohaterka pełna charakteru – niecierpliwa, często znudzona i bardzo (jak na swój wiek) sarkastyczna. To właśnie jej błyskotliwe, ironiczne komentarze należą do najzabawniejszych elementów książki i wielokrotnie wywołują uśmiech podczas lektury. W pewnym momencie do rodzeństwa dołącza także krasnoludek – kolejny bohater, którego trudno nie polubić. Choć bywa złośliwy i odrobinę przemądrzały, pozostaje postacią bardzo ciepłą i budzącą pozytywne emocje. Jego pełne humoru sprzeczki z Amelią sprawiają, że historia staje się jeszcze zabawniejsza i bardziej dynamiczna.

Dużym atutem książki są ilustracje, których kreskówkowy styl doskonale pasuje do lekkiego i żartobliwego charakteru opowieści. Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy ich rozmieszczenia – w czytanym przeze mnie wydaniu niektóre ilustracje pojawiają się wcześniej niż fragmenty tekstu, do których się odnoszą. Przez to zdarza się, że ilustracje zdradzają czytelnikowi wydarzenia, które mają nastąpić dopiero za chwilę, co psuje element zaskoczenia. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Latające śledzie to powieść wyjątkowo barwna, pełna humoru i pobudzająca wyobraźnię. Jako rodowita Gdynianka szczególnie doceniam liczne nawiązania do tradycyjnych, gdyńskich legend, z których wiele było dla mnie zupełnie nowych. To sprawiło, że książka okazała się nie tylko ciekawą przygodą, ale również okazją do poznania własnego miasta z innej perspektywy. 

Jest to także opowieść o sile rodzeństwa, wzajemnym wsparciu i odwadze, dzięki której można pokonać nawet najstraszniejsze przeszkody. Dodatkowo, zakończenie pozostaje otwarte, co pozwala czytelnikowi snuć własne przypuszczenia dotyczące dalszych losów bohaterów i daje nadzieję na kolejne przygody. Z przyjemnością poleciłabym tę książkę młodszym czytelnikom – szczególnie tym, którzy lubią lokalne historie i legendy.

Nadia Bagińska